Muzyczna dojrzewalnia, część druga

Gdy w 1994 roku rozpoczynałem naukę w Liceum, oprócz doznań związanych ze słuchaniem kaset Depeche Mode, byłem już mocno naznaczony muzyką elektroniczną z Niemiec i Holandii. Marusha, Mark O’h, Scooter czy Charly Lownoise&Mental Theo, to tak zwana stara dobra gwardia rave’u i happy hardcore’u. Brzmi tajemniczo? No tak, teraz jest to na tyle niszowe, że ciężko sobie wyobrazić jak było to popularne w 1994 czy 1995 roku :)

W moim liceum roiło się od hip hopowców. I ja uległem tej modzie, stając się wielkim fanem Kaliber 44. Z biegiem czasu przyodziałem nawet lenary. (wiecie co to jest? :)) Wdałem się również w romans z Massive Attack, który niewątpliwie wspominam z wielkim szacunkiem.

Myślę jednak, że to The Prodigy i Daft Punk zrobiły na mnie największe wrażenie w ostatnim dziesięcioleciu dwudziestego wieku. Byłem zakładnikiem ich brzmień, stylu, niepokorności i pozostaję wielkim fanem do dziś.

W 2001 roku spełniłem swoje jedno z największych marzeń. Znalazłem się w Warszawie na koncercie Depeche Mode. Dwie godziny w padającym deszczu. Wszyscy przemoknięci po skarpetki! Jednak nikomu to nie przeszkadzało. Tych dwóch godzin nie zapomnę do końca życia.

A niedługo potem, bo w 2003 roku, znalazłem się w Londynie, a tam rozpoczyna się zupełnie nowa, muzyczna historia….

Muzyczna dojrzewalnia, część pierwsza

W tym cyklu poopowiadam Wam trochę o moich wyborach muzycznych na przestrzeni wielu lat. Ile będzie tych opowieści? Trudno powiedzieć. Będę wracać myślami do dalekiej przeszłości, i to co zostało zapamiętane, to Wam opiszę. A więc startujemy :)

Moje pierwsze muzyczne doznania związane są z czarnymi płytami. To początek lat dziewięćdziesiątych i moich podróży z rodzicami do Niemiec. Miałem dostęp do płyt takich wykonawców jak Boney M, Saragossa Band czy Modern Talking. Jeżeli jeszcze tego nie wiecie, to tylko powiem, że te dwie pierwsze grupy mimo swojego egzotycznego wyglądu, pochodzą z Niemiec, z tak zwanego RFN-u :)

W Polsce natomiast, królowały na mojej półce kasety (najczęściej wydane przez „Takt”) zespołu A-HA czy też Londonbeat. Szczególnie utwór „Take on me” tego norweskiego bandu przypadł mi do gustu. Teledysk kreskówkowy do tej kompozycji, w tamtych czasach po prostu wymiatał!

Jak widzicie,póki co,  próżno szukać u mnie inspiracji polską muzyką, tak zwanym starym, polskim rockiem…

Słuchałem więc sobie  tego funku, disco, aż do momentu kiedy w 1992 usłyszałem utwór Depeche Mode – Photographic. Mój starszy kuzyn, który  był depeszowcem, szybko pokazał mi, że nie jest to zespół jednego utworu. Mało tego, miałem do nadrobienia co najmniej 8 albumów! I tak moja przygoda z Depeche Mode trwała wiele, wiele lat. Miałem nawet buty z blaszką :)  Na ścianach budynków można było wyczytać np. „depeszowca lej z gumowca”, ale ja nigdy nie oberwałem :)

Mimo niepowtarzalnego stylu reprezentowanego przez ten band, Depeche Mode nagrywało albumy bardziej rockowe lub bardziej elektroniczne. Zdecydowanie więcej czasu spędziłem na słuchaniu tych drugich (najwięcej czasu zjadłem na  Black Celebration i Violator)

Lata 90, to jednak rozkwit wielu aspektów naszego wschodnioeuropejskiego życia. Napływ nowości z zagranicy był tak duży, że ciężko by było nie wdać się w romans z kimś innym :) Ale o moich muzycznych wycieczkach w drugiej połowie lat 90, opowiem Wam następnym razem.

Podobało się? To zostaw komentarz :)

 

Weselne menu, czyli racja bytu schabowego

Dla Par Młodych to jeden z ważniejszych punktów koordynacji całego wesela – mianowicie ustalanie menu. Są takie lokale, które proponują dane dania i nie są skore do przygotowania czegoś nowego, ale coraz częściej można trafić na restauracje, które gotowe są do przyrządzenia potraw, chodzących po naszej głowie :)

No właśnie, czy warto kombinować? Postawić na standardowego schabowego w panierce czy może na tagiatelle z krewetkami? Jak zwykle nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie, aczkolwiek lepiej zaskoczyć Gości jednym niestandardowym daniem niż całą paletą śródziemnomorskich wykwintności :)

Z punktu widzenia DJ’a, który raz lub dwa razy w tygodniu smakoszy weselne menu, perspektywa zjedzenia schabowego w panierce jest daleka od zrealizowania. Zdecydowanie  rozgląda się on za czymś mniej tradycyjnym, aby zniwelować częstotliwość zajadania owego schaboszczaka :)

Znam lokale, w których można zjeść wyjątkowo smacznie, bez panierkowo, zdrowo, ale także lekko. Chodzące majonezy w 30 stopniowym upale nie budzą mojego zaufania i unikam ich jak ognia.

Prowadziłem również wesela, gdzie Para Młoda zdecydowała się na całkowitą rezygnację ze typowego weselnego menu i na stołach znalazły się kalmary,  tagiatelle z krewetkami, burgery, pizza i lasagne. Czy takie menu sprawdziło się? Jak myślicie?

Jaki utwór wybrać na pierwszy taniec?

Pogrzebałem ostatnio w archiwum, aby Wam zaprezentować jakie to utwory były wybierane przez moje Pary Młode do pierwszego tańca. To tylko ułamek z całości, aby post nie był za długi :)

Zdarza się również, że jestem pytany o moje sugestie, dlatego też prezentuję moje zdecydowane TOP 5. Może kiedyś ktoś wybierze :)

Lista 50 utworów wybieranych na pierwszy taniec przez moich Klientów:

  1. Seal – Kiss from a rose
  2. Leonard cohen – Dance to the end of love
  3. Ben E. King – Stand by me
  4. Eva Cassidy – Songbird
  5. Louis Armstrong – What a wonderfull world
  6. Ben Folds – The luckiest
  7. Bolter –Daj mi tę noc
  8. Happysad – Taką wodą być
  9. Ella Fitzgerald – Cheek to Cheek
  10. Bing Crosby – Once and for Always
  11. Bob Marley – Is this Love
  12. Big Bad Voodoo Daddy – Still in love with you
  13. Ed Sheeran –Little things
  14. Elton John – Can you feel tonight?
  15. Czerwone Gitry – Niebo z moich stron
  16. Hellebilles – Det finaste eg vei
  17. Michael Jackson – I can’t stop loving you
  18. Norah Jones – Come away with me
  19. Haudegen – Wir
  20. The Weeknd – Earned it
  21. Shostakovic – Second Waltz
  22. Grzegorz Hyży – Na chwilę
  23. Bryan Adams – Everything i do
  24. Whitesnake – Is this love
  25. Jason Mraz – I won’t give up
  26. Queen – These Are The Days Of Our Lives
  27. Peter Gabriel – Book of love
  28. Lean Rimes – Some say love
  29. Faith Hill – There you will be
  30. Christina Perri – A thousend years
  31. Beata Bartelik – Sen na pogodne dni
  32. Frank Sinatra – Moon River
  33. Aerosmith – I don’t want to miss a thing
  34. Mariah Carey ft. Luther Vandross – Endless Love
  35. Robert Chojnacki – I love you do bólu
  36. Robbie Williams – You Know Me
  37. Adele – Make you feel my love
  38. Elan – Voda co ma drzi nad vodou
  39. Leone lewis – First time I saw ever your face
  40. Yo La Tengo – My Little Corner of the World
  41. Robbie Williams & Nicole Kidman – Something stupid
  42. Go go dolls – Iris
  43. Pharrell Williams- Happy
  44. Starship – Nothing gonna stop us now”
  45. Jessie Ware – Wildest Moments
  46. Muse – Can’t take my eyes off you
  47. Elvis Presley – Always on my mind
  48. Michael Buble – Sway
  49. Dana Glover – It is you
  50. Walc z nocy i dni

A teraz moje TOP 5:

  1. Depeche mode – Somebody
  2. Jennifer Lopez, Marc Anthony – No me ames
  3. Gary Berlow – Forever love
  4. Joe Cocker – You are so beautiful
  5. Doris Day – Dream a little dream of me

Na swoim weselu tańczyliśmy do utworu No me Ames :)

A Wy jaką piosenkę wybraliście?

Niebezpieczeństwa czyhające na Waszym weselu

No właśnie, czy takie zagrożenia są? Ano są, i to spore. I nie mówię tu o dziurze w podłodze czy padającym deszczu :)

Co tam na Was czyha za rogiem? :)

  1. Fotograf – drogie koleżanki i koledzy z branży nie obraźcie się, ale wyciąganie Pary Młodej w trakcie wesela na sesję na „5 minut” jak to mówicie, zawsze trwa 45 minut. Najczęściej z Parą Młodą znika połowa Gości i wówczas zaczyna się dezorganizacja :) Towarzystwo się rozłazi, nie ma komu zwołać wszystkich z powrotem do środka…
  2. Taras, ławeczka – to ulubione miejsce miejsce przyjaciół Pana Młodego, zwłaszcza po 22:00. Pan Młody także ulega pokusom tarasowemu obrzędowi i znika….
  3. Niedziałająca klimatyzacja – fajnie, że klima jest w lokalu, ale ktoś wcześniej z Was sprawdził jej wydajność? Rzadko która klimatyzacja przy 100 osobach daje sobie radę. Czasami bywa tak, że AKURAT tego dnia nie działa…wówczas Wasi Goście będą znikać jak szpieg z krainy deszczowców w czeluściach nocy…
  4. Złośliwy wujek – gdybym nie prowadził tylu wesel, to bym w to nie uwierzył, ale naprawdę są tacy Goście, którzy przyjdą na Wasze wesele tylko po to, aby Wam popsuć ten dzień. Oczywiście nie możecie tego przewidzieć, ale pomyślcie, czy nie ma u Was w rodzinie kogoś, kto jest obecnie obrażony na Was lub Waszych rodziców, kto może pałać zemstą. Myślicie, że to dobry czas na przełamanie relacji? Otóż nie, po spożytym alkoholu, waśnie i niesnaski tylko powiększą swoją skalę.
  5. Przemowy w nieojczystym języku – w trakcie wesel międzynarodowych, jednym z punktów wesela są przemowy ojców, świadków itd. Bywa tak, że angielski świadek podejmuje wyzwanie i przemawia w języku polskim, bo ktoś mu fonetycznie napisał jak to ma brzmieć,  lub ojciec polskiej panny młodej decyduje się prawić do Gości po angielsku, mimo tego, że zna ten język tylko ze słyszenia. Nie idźcie tą drogą, skutki bywają opłakane. Nikt tego nie zrozumie, ani polska, ani zagraniczna strona, a pan młody najczęściej staje się „nice gay” zamiast „nice guy” :)
  6. Dodatkowe atrakcje – jeżeli na Waszym weselu ma się odbyć pokaz taneczny lub fajerwerków, skorzystajcie naprawdę z profesjonalistów. Charcząca muzyka z głośnika przy pokazie sztucznych ogni lub potykająca się o własne nogi tancerka na pewno pozostanie w pamięci wszystkich Gości. Ale chyba nie o takie zapamiętanie chodzi…
  7. Pierwszy taniec – jeżeli macie wyćwiczony układ, to pamiętajcie, że był on praktykowany w jeansach, a nie w sukni ślubnej. To co na próbie było łatwym krokiem, w warunkach weselnych może się okazać figurą nie do ukazania szerszej publiczności. A szkoda byłoby sobie popsuć humor już na samym początku.
  8. Latanie – jeżeli wyobrażacie sobie, że na własnym weselu odetchniecie i będzie to uwieńczenie wszystkich tych przygotowań, to niestety jesteście w błędzie. Co chwilę będzie do Was ktoś podchodził i szeptał Wam coś do ucha, Wy będzie również „latać” po całej Sali i zagadywać swoich Gości ich wrażenia. DJ będzie Was cały czas zachęcał do pobytu na parkiecie, a Mama pytała się czemu tak mało jesz  :) Jeżeli chcecie tego uniknąć, już ZAWCZASU przemyślcie koncepcję wesela. Może warto wprowadzić elementy znane z angielskich wesel? Gdzie panuje luz, gdzie mamy do czynienia z reception hour, gdzie nie ma takiej spiny i wywierania presji na przebywanie na parkiecie przez 11 godzin i jedzenia co dwie godziny?
  9. Szefowa lokalu – to spore niebezpieczeństwo czyhające na Was, o którym nie mogę nie wspomnieć. Szefowa zazwyczaj jest jedna i jest nieomylna. Znaczy to też, że nikt z obsługi nic nie wie, wie tylko Szefowa. Bywa tak, że Szefowa jest trudno namierzalna i wówczas klops. Nie da rady już nic zmienić, ustalić ponownie. Musi być tak jak Szefowa wcześniej zdecydowała. Dlatego spytajcie przed weselem, czy Szefowa będzie cały czas w trakcie przyjęcia, abyście mogli cokolwiek jeszcze dograć.
  10. Wasze zmęczenie – czeka Was praktycznie 20 godzin wyeksplatowania. W dniu ślubu obudzicie się zapewne wcześniej niż zwykle, bo jeszcze 100 spraw do załatwienia, no i jeszcze to podekscytowanie. Mimo Waszej pełnej energii o 7:00 rano, dobrym samopoczuciu o 16:00 w Kościele, może się okazać, że o 21:00 to już chętnie byście się ewakuowali. A tu jeszcze tyle godzin zostało. Zróbcie co w Waszej mocy, aby tego dnia mieć jak najmniej na głowie, wykorzystajcie świadków, rodzinę, każdego kto się nawinie, abyście mieli jak najwięcej sił i energii na Waszym przyjęciu.

Które z powyższych 10 niebezpieczeństw Was dopadło? A może jeszcze coś innego się Wam przytrafiło? Śmiało piszcie, pomagajmy sobie nawzajem :)

Wesela międzynarodowe – z czym to się je?

Jednym z filarów mojej działalności jest prowadzenie wesel międzynarodowych, zarówno w języku angielskim, jak i niemieckim. Jestem byłym emigrantem, trochę świata zwiedziłem, pracowałem w zespołach złożonych z 30 nacji całego świata, grałem imprezy multi-kulti w Londynie, dlaczego więc nie wykorzystać tych doświadczeń na rodzimym rynku weselnym? Było to dla mnie wręcz naturalna kolej rzeczy :)

Wesela międzynarodowe prowadzi się trudniej niż takie standardowe. Między Gośćmi istnieje przecież bariera językowa, bywa, że są z zupełnie dwóch różnych kultur, a czasami nawet z kilku różnych „światów”. Wzajemna obserwacja, lekka niepewność, inne standardy określenia „dobrej zabawy” – tak to wygląda na początku. Dla polskiego biesiadnika synonimem dobrej zabawy jest spędzenie 8 godzin na parkiecie, często przy hitach disco polo. Dla przybyszy z zagranicy już same spędzenie kilku godzin w miłym towarzystwie przy stole lub ze szklanką whiskey przy barze, jest równoznaczne z dobrą zabawą.

Podczas wesel międzynarodowych, moim zadaniem, jest nagięcie zarówno jednej, jak i drugiej strony. W tym celu, oprócz dwujęzycznego prowadzenia wesela, przede wszystkim stawiamy na integrację. Trochę ruchu, wspólnej zabawy i już idzie z górki  :) Zamiast polskiej muzyki, międzynarodowe przeboje, a zamiast szklanki whiskey – wąsy na patyku i biegiem do fotobudki :)

Na szkockich weselach ćwiczymy sobie Strip the Willow, na irlandzkich uczymy się wyspiarskich podskoków itd., itd.

Bardzo szybko okazuje się, że pierwsze lody już stopniały i wówczas jedynie co pozostaje, to przekazanie Gościom pozytywnej energii i utrzymanie dynamiki wesela.

Zatem do zobaczenia na Waszym przyjęciu!

Konkursy na weselu

Coraz częściej słyszę od Par Młodych, że ci nie chcą zabaw na swoim weselu. Zadaję więc pytanie o powód takiej decyzji. Odpowiedź jest prawie zawsze taka sama: „nie lubimy tych wszystkich weselnych konkursów, kojarzą nam się nie najlepiej, ośmieszają Gości” No tak, wracam myślami w przeszłość i wspominam co ja widziałem kiedyś jako uczestnik wesela. I przypomina mi się wodzirej nazywający moją mamę „Rudą”, a także Pan Młody celujący ogórkiem na sznurku do słoika….Ale to na szczęście zdarza się coraz rzadziej. Zespoły, dje, wodzireje idą z duchem czasu. Nie wszyscy, ale jednak :)

Tak wcale być nie musi. Ja i wiele moich kolegów z branży stawia na zabawy w dobrym tonie, mające na celu integrację wszystkich Gości. Bardzo popularne są tańce animacyjne, wspólna nauka kroków, a na deser synchroniczny taniec :)

W swoim repertuarze mam blisko 20 przemyślanych zabaw. Niektóre to klasyki znane wszystkim, ale większość to naprawdę perełki, które opracowałem sam lub zmodyfikowałem w odpowiedni sposób.

Jeżeli jednak planujecie „urban wedding” i w ogóle nie interesują Was konkursy, to jak najbardziej jestem za nie wciskaniem Wam niczego. Ten dzień ma wyglądać, tak jak go sobie wymarzyliście, a dj, zespół, fotograf czy kamerzysta mają obowiązek zrobić wszystko aby pomóc zrealizować te marzenia!

Kolejną ważną rzeczą jest rozmieszczenie konkursów w czasie. Po co kumulować kilka konkursów na oczepiny i przez 90 minut „przynudzać” Gości? Celowo użyłem tego słowa, bo nawet najfajniejsze zabawy, które trwają za długo, znużą nawet najwytrwalszych. Okolice północy to najlepszy czas na zabawę, wówczas jest bardzo dobra energia wśród Gości – nie zabijmy jej więc przerostem formy nad treścią :)

Pamiętajcie również o zachowaniu umiaru podczas wyboru konkursów. Za dużo atrakcji, przerywników spowolni dynamikę Waszego przyjęcia. A Goście będą po prostu spragnieni muzyki i tańców!

A jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii? Podzielcie się opinią!

 

Pierwszy taniec – przyjemność czy przymus?

Z doświadczenia wiem, że jest to najbardziej stresujący moment w trakcie całego wesela. Tym bardziej, jeżeli jesteśmy nieśmiali, nie lubimy blasku fleszu, a z tańcem mamy tyle wspólnego, co kot napłakał.

Warto wówczas poświęcić kilka godzin na naukę tańca w szkole tanecznej. Po pierwsze, przyda nam się to do końca życia, a po drugie będziemy czuć się pewniej podczas naszego debiutu na Sali weselnej. Bywają jednak trudne przypadki, to znaczy takie,  w których żadna nauka nie przyniesie spodziewanego efektu. Co wówczas? Proponuję zrezygnować z tych wszystkich walców i zastosowanie tak zwanej bujanki :)  Bujanka może jest mało efektowna, ale potrafi ukazać prawdziwe uczucie, a przecież emocje są mega istotne na weselu. Taki taniec możemy również zakończyć wcześniej, po prostu zatańczyć go symbolicznie,  lub zaprosić wszystkich Gości do dołączenia się w trakcie.

Innymi rozwiązaniami mającymi na celu kamuflaż naszych niedoskonałości tanecznych, jest zastosowanie ciężkiego dymu, który odwróci uwagę od naszych kroków stawianych na parkiecie. Zdarzało mi się również wyświetlać prezentację zdjęć lub teledysk, do którego tańczyła Młoda Para, aby odwrócić uwagę zebranych. Ogólnie tego pomysłu nie polecam – już lepiej całkowicie zrezygnować z pierwszego tańca. No właśnie, czy to wypada? Czy można tak?

A czemu nie? Jeżeli na własnym weselu, ma Was boleć brzuch ze zdenerwowania, to jaki sens zaprzątać sobie głowę tym pierwszym tańcem? Możecie zaprosić profesjonalną parę taneczną, która wykona pokaz i oficjalnie rozpocznie część rozrywkową wesela. Możemy także rozpocząć wesele grą taneczną lub układem tanecznym, który zaangażuje wszystkich Gości do zabawy.

Gdy jednak podejmiecie decyzję, że Wasz pierwszy taniec będzie miał miejsce, weźcie proszę pod uwagę fakt, że inaczej się tańczy w jeansach na próbach, a inaczej w sukni ślubnej. I to, co wydawało się proste, w warunkach ślubnych, może takie już nie być :)

Życzę Wam, abyście nie musieli rozważać powyższych, a sobie życzę, aby każda moja Para Młoda z wielką chęcią i bezstresowo wykonywała piruety na parkiecie, nie tylko przy pierwszym tańcu, ale podczas całego wesela. Pozdrawiam!

Kulisy występu w „Ugotowanych”

Nie wiem czy wiecie, ale na początku 2015 brałem udział w programie „Ugotowani”. To taka rozrywkowa produkcja, emitowana na kanale TVN (nasz odcinek w kwietniu 2015 roku), niby o gotowaniu, a bardziej o „obgadywaniu” :)

Gotować nie umiem, obgadywać nie lubię, więc skąd ten pomysł? Choć trudno sobie to wyobrazić, to producenci programu się do mnie zgłosili, a nie ja do nich. Odpowiedziałem, czemu nie i zostałem zasypany ogromną ilością pytań o jedzenie, pasje i zainteresowania. To było w 2014. Następnie przez 6 miesięcy była cisza. Ponownie się odezwali w okolicy października 2014 roku i wówczas przeszli do konkretów :) Kolejny casting miał się odbyć u mnie w domu i miałem przygotować potrawę. Żona nauczyła mnie robić sałatkę z rucoli i pomidorków koktajlowych i tym miałem podbić świat! Jakoś się udało, może dużo gadałem do kamery i stwierdzili, że się nadaję :) Oczywiście nurtowały mnie pytania, czy warto, jak sobie poradzę wśród pasjonatów gotowania, bo ja nim nawet nie byłem.. Ale postąpiłem jak zawsze: „raz kozie śmierć”. Chciałem przeżyć przygodę, zobaczyć jak to wygląda od środka…no i zależało mi, aby moje dzieciaki były ze mnie dumne.

Program kręcony był na początku  2015 roku. W międzyczasie połowa mojej rodziny ustaliła mi menu. Takie, co bym potrafił przyrządzić. Przeprowadziłem dwie próby wcześniej. O dziwo – nikt się nie otruł :)

Było trochę stresu, szczególnie w dniu, w którym była moja kolacja. Ale wszystko do opanowania – przecież co chwila gadam do ludzi przez mikrofon i trochę tego obycia mam :) Jedynym moim celem było nie obgadywanie innych uczestników i nie zaniżanie oceń. Po trupach do celu? – o nie, ja nie z takich. Wolę wypaść nijako i mieć szacunek dla samego siebie i pozostałych, niż robić kontrowersyjne show. Czy to było medialne? Pewnie nie, ale co mnie to obchodzi.

Ciekawy był finał kolacji u Igi. Byłem już totalnie zmęczony, a przede wszystkim przeziębiony. Starałem się trzymać fason i aktywnie uczestniczyć w rozmowach przy stole. Dodatkowo, tuż po finale, jechałem bezpośrednio do Zakopanego, prowadzić wesele….tempo zabójcze. A jak to w górach – wesele od 12:00 następnego dnia  i ja z gorączka…Ale to już zupełnie inna historia :)

Oglądaliście? Podzielcie się wrażeniami.

Wspomnienia z imprez – moje TOP 10

Spośród setek imprez, które prowadziłem, wiele pozostało w mojej pamięci. Niektóre, nie ze względu na gorącą atmosferę na parkiecie, ale na przykład ze względu na upalną atmosferę w sali bez klimatyzacji :) Poniżej, mój subiektywny ranking imprez, które utkwiły w mej głowie głębiej niż pozostałe :) Miłego czytania!

1. W roku 2012 dosyć szybko zostaliśmy zakontraktowani jako „dodatkowa obsługa muzyczna” Sylwestra dla niemieckich Gości w Kołobrzegu, w hotelu Arka Medical SPA. Pośredniczyła w tym jedna ze szczecińskich agencji eventowych. Dlaczego dodatkowa obsługa muzyczna? Ponieważ główne skrzypce miał grać 5 osobowy zespół, a my mieliśmy zabawiać Gości w trakcie ich przerw. Właściciel agencji eventowej podpisał z nami umowę do godziny 2:00, twierdząc, że to i tak za dużo, ponieważ organizując tu imprezy sylwestrowe od wielu lat, kończą się one zawsze przed godziną 1:00. Coś mi tu nie grało, ale póki co nie zadawałem pytań. Piękny hotel, cudownie przystrojona sala, niemieccy Goście w wieku 60 +, no dobra to zaczynamy. W naszej gestii było powitanie wszystkich i zapraszanie do stołów. Zespół prezentował się znakomicie, dwa wokale, męski i damski, perkusja. Zaczęli od Abby i Tiny Turner. Bardzo mi się podobało. Chciałbym taki zespół na swoim weselu! – pomyślałem. Ale jakoś niemieccy Goście nie podzielali mojego entuzjazmu. Narzekali na hałas, na świecące ze sceny lampy i nie byli skorzy do tańców. Po jakiś 30 minutach, przejęliśmy pałeczkę, no i się zaczęło… Tłum pojawił się na parkiecie, graliśmy niemieckie przeboje. Trochę się na tym znam, bo moja Babcia spędziła więcej niż połowę życia u naszych zachodnich sąsiadów i co roku mnie „katowała” Andreą Jurgens i Roberto Blanco. Najbardziej szkoda mi było tego zespołu, bo naprawdę grali cudownie. Z biegiem czasu ich sety były coraz krótsze, a nasze coraz dłuższe. O godzinie 2:00 mieliśmy wciąż pełny parkiet i wówczas pojawił się właściciel agencji, prosząc nas o przedłużenie imprezy. Nie chciał jednak dopłacić ani grosza. Postanowił puszczać muzykę z pendrive’a, na laptopie. Otrzymaliśmy wiele oklasków, prezentów, a przede wszystkim miłych słów. Następnego dnia, szczęśliwie wróciliśmy do Wrocławia.

2. Wesele Hanii i Dawida odbyło się w czerwcu 2013 roku i zapamiętałem je z powodu…Pana Młodego.  Dawid na spotkaniu zapoznawczym dosyć jasno naprecyzował mi zasady, które będą obowiązywać na ich weselu. Bez pierwszego toastu, bez przyśpiewek, bez polskiej muzyki, a w ogóle muzyka to tylko dodatek… Pomyślałem sobie, że łatwego zadania to ja nie będę miał. Kiedy Goście weszli na salę i poczęstowani zostali lampką szampana, przeanalizowałem w głowie szybko jeszcze raz i….wzniosłem toast za zdrowie Młodej Pary. Weselnicy nie szczędzili gardeł, więc zapowiadało się całkiem fajnie. Z niepokojem popatrzyłem na Dawida, ale jego mina nie zdradzała nic. Gdy Goście siedzieli już przy stołach podszedł do mnie i ….podziękował mi za ten toast oraz poprosił o więcej. Młoda Para szybko nabrała wiatru w żagle i spędzała wiele czasu na parkiecie, a co dziwne, najchętniej przy polskiej muzyce (oprócz Bryana Adamsa rzecz jasna :)). Gdy pakowałem graty i było już bardzo widno, a ekipa Pana Młodego wciąż podziwiała uroki krajobrazu, Dawid wielokrotnie mi dziękował i jak to stwierdził „nie wiem co mi wtedy odpaliło, ale extra że zrobiłeś to po swojemu”. To jest zawsze dylemat DJ’a, czy ma się bezkompromisowo słuchać Młodej Pary czy jednak, gdy sytuacja tego wymaga, wykazać się inicjatywą i nagiąć wcześniejsze ustalenia. Sprawa o tyle delikatna, że potem możesz „zarobić” negatywnym komentarzem w internecie. Na szczęście, w tym wypadku, warto było zaryzykować.

3. Z wielu wesel międzynarodowych, które poprowadziłem, najbardziej lubię te polsko – amerykańskie. A oto historia jednego z nich. Agnieszka i Tom, to para na co dzień mieszkająca w UK, ale Pan Młody przybył do Europy prawie z Dzikiego Zachodu. Było kilka ustaleń przed weselem, ale generalnie mieliśmy z Bartkiem wolną rękę i pełne zaufanie. Zawsze twierdzę, że o sukcesie wesela decydują w 50% Goście, w 25% Para Młoda, a w pozostałych procentach obsługa muzyczna, która ma za zadanie reagować na wydarzenia i korygować muzycznie swoje poczynania. Powiem tak: tego dnia wszystko zagrało, mimo tego, że generalnie trudniej integrować Gości z różnych krain świata. Wesele zostało przedłużone o dwie godziny i była chętka na kolejne, ale byliśmy już exhausted.

 

4. Wesele Małgosii i Jasona przeszło do historii z dwóch powodów, a może nawet trzech. Było tego dnia piekielnie gorąco, a sala na której odbywało się wesele nie miała klimatyzacji. W pewnym momencie Pan Młody podszedł do mnie i wykręcił mokrą kamizelkę, którą miał na sobie. Ale był jeszcze jeden powód: świadkiem Pana Młodego był pierwszy manager The Prodigy. Fakt faktem dosyć szybko opuścił imprezę, ale można było liczyć na niezapomniane muzyczne doznania. Jakim wielkim rarytasem było dla mnie wrócić do lat 80 i 90 i do old school’owej muzyki Shannon, Evelyn King, Lisa Lisa and cult jam, no i oczywiście The Prodigy.

5. Angelikę poznałem dość nietypowo, bo w Londynie. Akurat przebywałem tam na wakacjach, a ona zadzwoniła w poszukiwaniu oprawy muzycznej swojego wesela. I tak spotkaliśmy się na kawie w Wandsworth Centre i podpisaliśmy umowę. Minęło trochę czasu i ponownie spotkaliśmy się na ich weselu we Wrocławiu. Bim pochodzi z Nigerii, więc Goście z jego strony byli ubrani w narodowe stroje. Piękne złoto-purpurowe kreacje wyróżniały się z tłumu. Specjalnie wyselekcjonowany repertuar dla Gości z zagranicy, spotkał się z ogromnym entuzjazmem. Niektórzy Gości podchodzili i zostawiali dolary amerykańskie w podzięce na naszej konsolecie  Z dolarami wiąże się również inna historia. W pewnym momencie, Bim został wyciągnięty na parkiet przez swoją rodzinę, za chwilę dołączyła Angelika i nagle wszyscy zagraniczni weselnicy zaczęli ich obsypywać tymi dolarami, wkładając do każdej wolnej kieszonki zwój banknotów. Ten „rytuał” miał przynieść pomyślność i szczęście Młodej Parze i zapewne tak jest! Wydarzeniem był również występ polskiego zespołu folklorystycznego, który przybliżył naszą kulturę Gościom z Nigerii.

6. Ania i Nikita to pierwsza para niepolskojęzyczna dla której poprowadziliśmy wesele. Oboje pochodzą z Rosji, a na co dzień mieszkają w Berlinie. Zdecydowali się na wesele w Polsce, bo znaleźli odpowiadające im miejsce właśnie tutaj. Nie było więc żadnego polskiego Gościa. Jeżeli myślicie, że były jakiekolwiek podobieństwa do rosyjskich wesel, które znacie z youtube, to jesteście w wielkim błędzie. Pod względem dbałości o szczegóły, dekoracji, pomysłowości Młodej Pary, to było to jedno z najpiękniejszych wesel, jakie prowadziliśmy. Razem z Bartkiem na prośbę świadków zajęliśmy się licytacją śmiesznych przedmiotów i uzbieraliśmy całkiem pokaźną sumkę, którą przekazaliśmy oczywiście Młodej Parze.

7. Jesienią 2014 roku wybraliśmy się do Łodzi, aby weselić Karolinę i Matthiasa. Pan Młody to rodowity Szwajcar i właśnie w tym pięknym kraju Młoda Para układa sobie życie. To wesele zapamiętałem, ze względu na niesamowitą energię WSZYSTKICH Gości weselnych. Zawsze znajdzie się jedna para lub dwie, która przyszła posiedzieć i coś zjeść, ale tutaj nie było takich osób. Bloki muzyczne praktycznie nie miały końca. Integracja Gości polskich i szwajcarskich nastąpiła niebywale szybko. Szwajcarzy wznosili swoje przyśpiewki, co chwilę wymyślali „narodowe: atrakcje, które z entuzjazmem były przyjmowane przez polskich Gości. Czuli się jak u siebie w domu…. a to zaszczyt.

8. Wesele Justyny i Sama też było specyficzne z kilku względów. Pierwszy raz zdarzyło mi się, aby Pan Młody tańczył pierwszy taniec w krótkich spodenkach i japonkach. Jak się domyślacie, można było dostrzec co u niektórych szok i niedowierzanie w oczach. Jedną z atrakcji, był wspólny rejs biesiadników po Odrze. Ja i mój bezprzewodowy głośnik znaleźliśmy się na statku i właśnie tam zacząłem rozkręcać imprezę. Co do krótkich spodenek, to pojawiło się ich w między czasie więcej. I powiem Wam szczerze, że było to spójne z miejscem, gdzie odbywało się wesele…hotel znajduje się przy przystani i plaży :) Jak to często bywa z angielskimi Gośćmi, cały czas byli „appreciated” i pod wrażeniem, tego co się dzieje na polskich weselach. Z drugiej strony nie było zaś wcale tak tradycyjnie, bo naszym zadaniem było wytworzenie niekrępującej atmosfery dla wszystkich, dlatego też występowały również elementy znane z angielskich wesel.

9. Samanthę i Tomasza nie da się zapomnieć, z bardzo wielu względów. Ta Amerykanka, która dzieciństwo spędziła w Belgii i Niemczech, a obecnie mieszka z Tomkiem w UK, miała swoją wizję wesela i za nic nie chciała słuchać innych. Ale to tylko na początku. Zaufała nam i razem odpaliliśmy najbardziej gorące wesele 2015 roku, a dokładnie 04.07, w Dzień Amerykańskiej Niepodległości. Przyjęcie zostało utrzymane w stylu „Wielkiego Gatsby”. Goście z całego świata utrzymali konwencję w strojach. Mieliśmy fantastyczny, wręcz bajkowy pokaz fajerwerków, saksofonistę na scenie, pokazy tańców, fotobudkę, a w tak zwanej „reception hour”, przygrywał nam wyśmienity jazzowy zespół, melodiami wprost z Nowego Orleanu. Rozpoczęliśmy muzyką z lat 20 ubiegłego wieku i z biegiem czasu przenosiliśmy się coraz bliżej lat współczesnych. Po północy dominowały już hity z list przebojów, a o godzinie 5:00 parkiet wciąż był pełny. Aby odnieść taki sukces, spędziliśmy wiele godzin na Skype, napisaliśmy wiele harmonogramów i wysłuchaliśmy wiele wniosków Samanthy. Bo pokora i cierpliwość to również istotne elementy naszej działalności.

10. Przyjęcie weselne Ireny i Pawła nie zapowiadało się na jakieś szczególne, a jednak takim było. To jedno z tych wesel, gdy idziesz na przerwę, a Goście skandują „DJ, DJ”. To także niezapomniane chwile ze „Świrusami”. To tańce z krzesłami i na krzesłach, to złamana nogi Ady. Ciągle coś się działo, a następnego dnia podczas poprawin….było zupełnie tak samo. Podziwiam za energię i pozytywne nastawienie do życia wszystkich Gości. Nie zabrakło również podziękowań od Mamy Pawła, która miała obawy co do DJ’a (bardzo często słyszę takie słowa). Spędziłem dwa fascynujące dni w rewelacyjnym gronie!

A jaka będzie Wasza impreza?