Blog Dj-a Głośnego – dj na wesele, dj na event | Informacje, porady, ciekawostki…czyli z życia dj'a

Ślub od pierwszego wejrzenia – że jak?

Kiedy na początku tego roku zadzwoniła do mnie zaprzyjaźniona agencja ślubna z pytaniem, czy mam termin wolny za 7 dni, to trochę nie dowierzałem temu co słyszę. Jak to? Kto w ogóle normalny organizuje wszystkie elementy wesela tydzień przed planowaną datą? Wówczas, okazało się, że jednak nie mówimy o „normalnym” ślubie i weselu. Dowiedziałem się, że chodzi o jakiś nowy program telewizyjny, a Para Młoda pozna się w Urzędzie Stanu Cywilnego. Co pytam? Żarty jakieś?

Nie zastanawiałem się długo, bo skoro termin mam wolny, to czy to dla telewizji czy nie, zarabiać pieniążki trzeba :)

Imiona Państwa Młodych poznałem 2 godziny przed ich przybyciem na salę weselną. Byłem już mniej więcej obeznany, co to za program i wiedziałem, że czeka mnie ciężkie zadanie. Bo przecież ONI się nie znają, może nie przypadną sobie do gustu, nie będą myśleli o zabawie, tylko o przetrwaniu i opuszczeniu tego lokalu jak najszybciej…..Im bliżej ich wejścia na salę, tym miałem więcej wątpliwości.

Pocieszające jednak było to, że osoby zatrudnione do organizacji tego wesela to profesjonaliści pełną parą. Zarówno JS Konsultanci Ślubni, Glamour, Marcin Oliva Soto, Niezapominajka to gwarancja udanego wesela, więc i tym razem nie mogło być inaczej!

Idą! – dostaję cynk od Justyny. Gram Marsz Mendelsona, witam wszystkich Gości, jeszcze raz spoglądam na zapisane 3 godziny wcześniej imiona Młodej Pary i witam Ewę i Darka. Uff, na szczęście nie pomyliłem się :)

W wolnej chwili ustalam z Ewą kwestię pierwszego tańca. Jasne, nic nie mają wybrane, no bo niby kiedy mieli się nad tym zastanowić? Ewa wspomina, aby był to krótki lecz piękny utwór. Od razu do głowy przychodzi mi Louis Armstrong – What a wonderful world, co zostaje przyjęte z entuzjazmem.

A potem? Pierwszy blok muzyczny, Goście bawią się jak na standardowym weselu. Robimy tylko częstsze i dłuższe przerwy, okraszone ciszą, ponieważ w każdej z nich,  trwają wywiady z uczestnikami imprezy.

Parkiet zapełnia się szybko za sprawą znajomych i przyjaciół Ewy, trenujących kizombę i bachatę. Kilka gorących rytmów, a oni bawią się na całego!

Obserwuję Młodą Parę i jestem pod wrażeniem ich dopasowania, wzajemnej ciekawości, zaangażowania w ten wieczór. Zachowują się jakby znali się od dawna. Wszyscy im kibicowaliśmy tego wieczoru, z nadzieją, że ich związek przetrwa. I mimo tego, że nie wiem tego do dziś, nie widzę innej możliwości, bo miłość wisiała w powietrzu!!!

A Wy jak myślicie?

Muzyczna dojrzewalnia, część trzecia

W Wielkiej Brytanii rozpoczęła się również moja przygoda z didżejką. Muzyka elektroniczna coraz bardziej wkradała się w moje zmysły i nie umiałem temu zapobiec. Dwa playery i dwukanałowy mikser pozwoliły mi na tworzenie pierwszych miksów w stylu house i trance. Bez Serato, Virtual DJ i innych wspomagaczy. Liczył się tylko słuch i umiejętności. A, że zaczynałem od zera i jestem samoukiem, to trochę mi zajęło sprawne opanowanie wszystkich przycisków :)

Ale nie o tym, miało być o muzyce :) Tak…. Narcotic Thrust, Carl Cox, Bob Sinclar, DJ Tiesto – tego najczęściej słuchałem i na koncertach tych gwiazd bywałem. No bo wiecie, w stolicy europejskiej popkultury dużo łatwiej znaleźć się na klubowej imprezie z ulubionym DJ’em niż w moim rodzinnym Wrocławiu.

Praca w wielokulturowym społeczeństwie otworzyła mi oczy na wiele gatunków muzycznych, z którymi wcześniej nie miałem do czynienia. Od Kolumbijczyków załapałem salsę, od Afrykaninów rdzennej muzyki i tak od każdego coś.

Kiedy w 2007 roku wracałem do Polski, miałem już pierwsze imprezy jak DJ za sobą, a moje muzyczne horyzonty znacznie się poszerzyły. A co działo się dalej? O tym za jakiś czas :)

Muzyczna dojrzewalnia, część druga

Gdy w 1994 roku rozpoczynałem naukę w Liceum, oprócz doznań związanych ze słuchaniem kaset Depeche Mode, byłem już mocno naznaczony muzyką elektroniczną z Niemiec i Holandii. Marusha, Mark O’h, Scooter czy Charly Lownoise&Mental Theo, to tak zwana stara dobra gwardia rave’u i happy hardcore’u. Brzmi tajemniczo? No tak, teraz jest to na tyle niszowe, że ciężko sobie wyobrazić jak było to popularne w 1994 czy 1995 roku :)

W moim liceum roiło się od hip hopowców. I ja uległem tej modzie, stając się wielkim fanem Kaliber 44. Z biegiem czasu przyodziałem nawet lenary. (wiecie co to jest? :)) Wdałem się również w romans z Massive Attack, który niewątpliwie wspominam z wielkim szacunkiem.

Myślę jednak, że to The Prodigy i Daft Punk zrobiły na mnie największe wrażenie w ostatnim dziesięcioleciu dwudziestego wieku. Byłem zakładnikiem ich brzmień, stylu, niepokorności i pozostaję wielkim fanem do dziś.

W 2001 roku spełniłem swoje jedno z największych marzeń. Znalazłem się w Warszawie na koncercie Depeche Mode. Dwie godziny w padającym deszczu. Wszyscy przemoknięci po skarpetki! Jednak nikomu to nie przeszkadzało. Tych dwóch godzin nie zapomnę do końca życia.

A niedługo potem, bo w 2003 roku, znalazłem się w Londynie, a tam rozpoczyna się zupełnie nowa, muzyczna historia….

Muzyczna dojrzewalnia, część pierwsza

W tym cyklu poopowiadam Wam trochę o moich wyborach muzycznych na przestrzeni wielu lat. Ile będzie tych opowieści? Trudno powiedzieć. Będę wracać myślami do dalekiej przeszłości, i to co zostało zapamiętane, to Wam opiszę. A więc startujemy :)

Moje pierwsze muzyczne doznania związane są z czarnymi płytami. To początek lat dziewięćdziesiątych i moich podróży z rodzicami do Niemiec. Miałem dostęp do płyt takich wykonawców jak Boney M, Saragossa Band czy Modern Talking. Jeżeli jeszcze tego nie wiecie, to tylko powiem, że te dwie pierwsze grupy mimo swojego egzotycznego wyglądu, pochodzą z Niemiec, z tak zwanego RFN-u :)

W Polsce natomiast, królowały na mojej półce kasety (najczęściej wydane przez „Takt”) zespołu A-HA czy też Londonbeat. Szczególnie utwór „Take on me” tego norweskiego bandu przypadł mi do gustu. Teledysk kreskówkowy do tej kompozycji, w tamtych czasach po prostu wymiatał!

Jak widzicie,póki co,  próżno szukać u mnie inspiracji polską muzyką, tak zwanym starym, polskim rockiem…

Słuchałem więc sobie  tego funku, disco, aż do momentu kiedy w 1992 usłyszałem utwór Depeche Mode – Photographic. Mój starszy kuzyn, który  był depeszowcem, szybko pokazał mi, że nie jest to zespół jednego utworu. Mało tego, miałem do nadrobienia co najmniej 8 albumów! I tak moja przygoda z Depeche Mode trwała wiele, wiele lat. Miałem nawet buty z blaszką :)  Na ścianach budynków można było wyczytać np. „depeszowca lej z gumowca”, ale ja nigdy nie oberwałem :)

Mimo niepowtarzalnego stylu reprezentowanego przez ten band, Depeche Mode nagrywało albumy bardziej rockowe lub bardziej elektroniczne. Zdecydowanie więcej czasu spędziłem na słuchaniu tych drugich (najwięcej czasu zjadłem na  Black Celebration i Violator)

Lata 90, to jednak rozkwit wielu aspektów naszego wschodnioeuropejskiego życia. Napływ nowości z zagranicy był tak duży, że ciężko by było nie wdać się w romans z kimś innym :) Ale o moich muzycznych wycieczkach w drugiej połowie lat 90, opowiem Wam następnym razem.

Podobało się? To zostaw komentarz :)

 

Weselne menu, czyli racja bytu schabowego

Dla Par Młodych to jeden z ważniejszych punktów koordynacji całego wesela – mianowicie ustalanie menu. Są takie lokale, które proponują dane dania i nie są skore do przygotowania czegoś nowego, ale coraz częściej można trafić na restauracje, które gotowe są do przyrządzenia potraw, chodzących po naszej głowie :)

No właśnie, czy warto kombinować? Postawić na standardowego schabowego w panierce czy może na tagiatelle z krewetkami? Jak zwykle nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie, aczkolwiek lepiej zaskoczyć Gości jednym niestandardowym daniem niż całą paletą śródziemnomorskich wykwintności :)

Z punktu widzenia DJ’a, który raz lub dwa razy w tygodniu smakoszy weselne menu, perspektywa zjedzenia schabowego w panierce jest daleka od zrealizowania. Zdecydowanie  rozgląda się on za czymś mniej tradycyjnym, aby zniwelować częstotliwość zajadania owego schaboszczaka :)

Znam lokale, w których można zjeść wyjątkowo smacznie, bez panierkowo, zdrowo, ale także lekko. Chodzące majonezy w 30 stopniowym upale nie budzą mojego zaufania i unikam ich jak ognia.

Prowadziłem również wesela, gdzie Para Młoda zdecydowała się na całkowitą rezygnację ze typowego weselnego menu i na stołach znalazły się kalmary,  tagiatelle z krewetkami, burgery, pizza i lasagne. Czy takie menu sprawdziło się? Jak myślicie?

Jaki utwór wybrać na pierwszy taniec?

Pogrzebałem ostatnio w archiwum, aby Wam zaprezentować jakie to utwory były wybierane przez moje Pary Młode do pierwszego tańca. To tylko ułamek z całości, aby post nie był za długi :)

Zdarza się również, że jestem pytany o moje sugestie, dlatego też prezentuję moje zdecydowane TOP 5. Może kiedyś ktoś wybierze :)

Lista 50 utworów wybieranych na pierwszy taniec przez moich Klientów:

  1. Seal – Kiss from a rose
  2. Leonard cohen – Dance to the end of love
  3. Ben E. King – Stand by me
  4. Eva Cassidy – Songbird
  5. Louis Armstrong – What a wonderfull world
  6. Ben Folds – The luckiest
  7. Bolter –Daj mi tę noc
  8. Happysad – Taką wodą być
  9. Ella Fitzgerald – Cheek to Cheek
  10. Bing Crosby – Once and for Always
  11. Bob Marley – Is this Love
  12. Big Bad Voodoo Daddy – Still in love with you
  13. Ed Sheeran –Little things
  14. Elton John – Can you feel tonight?
  15. Czerwone Gitry – Niebo z moich stron
  16. Hellebilles – Det finaste eg vei
  17. Michael Jackson – I can’t stop loving you
  18. Norah Jones – Come away with me
  19. Haudegen – Wir
  20. The Weeknd – Earned it
  21. Shostakovic – Second Waltz
  22. Grzegorz Hyży – Na chwilę
  23. Bryan Adams – Everything i do
  24. Whitesnake – Is this love
  25. Jason Mraz – I won’t give up
  26. Queen – These Are The Days Of Our Lives
  27. Peter Gabriel – Book of love
  28. Lean Rimes – Some say love
  29. Faith Hill – There you will be
  30. Christina Perri – A thousend years
  31. Beata Bartelik – Sen na pogodne dni
  32. Frank Sinatra – Moon River
  33. Aerosmith – I don’t want to miss a thing
  34. Mariah Carey ft. Luther Vandross – Endless Love
  35. Robert Chojnacki – I love you do bólu
  36. Robbie Williams – You Know Me
  37. Adele – Make you feel my love
  38. Elan – Voda co ma drzi nad vodou
  39. Leone lewis – First time I saw ever your face
  40. Yo La Tengo – My Little Corner of the World
  41. Robbie Williams & Nicole Kidman – Something stupid
  42. Go go dolls – Iris
  43. Pharrell Williams- Happy
  44. Starship – Nothing gonna stop us now”
  45. Jessie Ware – Wildest Moments
  46. Muse – Can’t take my eyes off you
  47. Elvis Presley – Always on my mind
  48. Michael Buble – Sway
  49. Dana Glover – It is you
  50. Walc z nocy i dni

A teraz moje TOP 5:

  1. Depeche mode – Somebody
  2. Jennifer Lopez, Marc Anthony – No me ames
  3. Gary Berlow – Forever love
  4. Joe Cocker – You are so beautiful
  5. Doris Day – Dream a little dream of me

Na swoim weselu tańczyliśmy do utworu No me Ames :)

A Wy jaką piosenkę wybraliście?

Niebezpieczeństwa czyhające na Waszym weselu

No właśnie, czy takie zagrożenia są? Ano są, i to spore. I nie mówię tu o dziurze w podłodze czy padającym deszczu :)

Co tam na Was czyha za rogiem? :)

  1. Fotograf – drogie koleżanki i koledzy z branży nie obraźcie się, ale wyciąganie Pary Młodej w trakcie wesela na sesję na „5 minut” jak to mówicie, zawsze trwa 45 minut. Najczęściej z Parą Młodą znika połowa Gości i wówczas zaczyna się dezorganizacja :) Towarzystwo się rozłazi, nie ma komu zwołać wszystkich z powrotem do środka…
  2. Taras, ławeczka – to ulubione miejsce miejsce przyjaciół Pana Młodego, zwłaszcza po 22:00. Pan Młody także ulega pokusom tarasowemu obrzędowi i znika….
  3. Niedziałająca klimatyzacja – fajnie, że klima jest w lokalu, ale ktoś wcześniej z Was sprawdził jej wydajność? Rzadko która klimatyzacja przy 100 osobach daje sobie radę. Czasami bywa tak, że AKURAT tego dnia nie działa…wówczas Wasi Goście będą znikać jak szpieg z krainy deszczowców w czeluściach nocy…
  4. Złośliwy wujek – gdybym nie prowadził tylu wesel, to bym w to nie uwierzył, ale naprawdę są tacy Goście, którzy przyjdą na Wasze wesele tylko po to, aby Wam popsuć ten dzień. Oczywiście nie możecie tego przewidzieć, ale pomyślcie, czy nie ma u Was w rodzinie kogoś, kto jest obecnie obrażony na Was lub Waszych rodziców, kto może pałać zemstą. Myślicie, że to dobry czas na przełamanie relacji? Otóż nie, po spożytym alkoholu, waśnie i niesnaski tylko powiększą swoją skalę.
  5. Przemowy w nieojczystym języku – w trakcie wesel międzynarodowych, jednym z punktów wesela są przemowy ojców, świadków itd. Bywa tak, że angielski świadek podejmuje wyzwanie i przemawia w języku polskim, bo ktoś mu fonetycznie napisał jak to ma brzmieć,  lub ojciec polskiej panny młodej decyduje się prawić do Gości po angielsku, mimo tego, że zna ten język tylko ze słyszenia. Nie idźcie tą drogą, skutki bywają opłakane. Nikt tego nie zrozumie, ani polska, ani zagraniczna strona, a pan młody najczęściej staje się „nice gay” zamiast „nice guy” :)
  6. Dodatkowe atrakcje – jeżeli na Waszym weselu ma się odbyć pokaz taneczny lub fajerwerków, skorzystajcie naprawdę z profesjonalistów. Charcząca muzyka z głośnika przy pokazie sztucznych ogni lub potykająca się o własne nogi tancerka na pewno pozostanie w pamięci wszystkich Gości. Ale chyba nie o takie zapamiętanie chodzi…
  7. Pierwszy taniec – jeżeli macie wyćwiczony układ, to pamiętajcie, że był on praktykowany w jeansach, a nie w sukni ślubnej. To co na próbie było łatwym krokiem, w warunkach weselnych może się okazać figurą nie do ukazania szerszej publiczności. A szkoda byłoby sobie popsuć humor już na samym początku.
  8. Latanie – jeżeli wyobrażacie sobie, że na własnym weselu odetchniecie i będzie to uwieńczenie wszystkich tych przygotowań, to niestety jesteście w błędzie. Co chwilę będzie do Was ktoś podchodził i szeptał Wam coś do ucha, Wy będzie również „latać” po całej Sali i zagadywać swoich Gości ich wrażenia. DJ będzie Was cały czas zachęcał do pobytu na parkiecie, a Mama pytała się czemu tak mało jesz  :) Jeżeli chcecie tego uniknąć, już ZAWCZASU przemyślcie koncepcję wesela. Może warto wprowadzić elementy znane z angielskich wesel? Gdzie panuje luz, gdzie mamy do czynienia z reception hour, gdzie nie ma takiej spiny i wywierania presji na przebywanie na parkiecie przez 11 godzin i jedzenia co dwie godziny?
  9. Szefowa lokalu – to spore niebezpieczeństwo czyhające na Was, o którym nie mogę nie wspomnieć. Szefowa zazwyczaj jest jedna i jest nieomylna. Znaczy to też, że nikt z obsługi nic nie wie, wie tylko Szefowa. Bywa tak, że Szefowa jest trudno namierzalna i wówczas klops. Nie da rady już nic zmienić, ustalić ponownie. Musi być tak jak Szefowa wcześniej zdecydowała. Dlatego spytajcie przed weselem, czy Szefowa będzie cały czas w trakcie przyjęcia, abyście mogli cokolwiek jeszcze dograć.
  10. Wasze zmęczenie – czeka Was praktycznie 20 godzin wyeksplatowania. W dniu ślubu obudzicie się zapewne wcześniej niż zwykle, bo jeszcze 100 spraw do załatwienia, no i jeszcze to podekscytowanie. Mimo Waszej pełnej energii o 7:00 rano, dobrym samopoczuciu o 16:00 w Kościele, może się okazać, że o 21:00 to już chętnie byście się ewakuowali. A tu jeszcze tyle godzin zostało. Zróbcie co w Waszej mocy, aby tego dnia mieć jak najmniej na głowie, wykorzystajcie świadków, rodzinę, każdego kto się nawinie, abyście mieli jak najwięcej sił i energii na Waszym przyjęciu.

Które z powyższych 10 niebezpieczeństw Was dopadło? A może jeszcze coś innego się Wam przytrafiło? Śmiało piszcie, pomagajmy sobie nawzajem :)

Wesela międzynarodowe – z czym to się je?

Jednym z filarów mojej działalności jest prowadzenie wesel międzynarodowych, zarówno w języku angielskim, jak i niemieckim. Jestem byłym emigrantem, trochę świata zwiedziłem, pracowałem w zespołach złożonych z 30 nacji całego świata, grałem imprezy multi-kulti w Londynie, dlaczego więc nie wykorzystać tych doświadczeń na rodzimym rynku weselnym? Było to dla mnie wręcz naturalna kolej rzeczy :)

Wesela międzynarodowe prowadzi się trudniej niż takie standardowe. Między Gośćmi istnieje przecież bariera językowa, bywa, że są z zupełnie dwóch różnych kultur, a czasami nawet z kilku różnych „światów”. Wzajemna obserwacja, lekka niepewność, inne standardy określenia „dobrej zabawy” – tak to wygląda na początku. Dla polskiego biesiadnika synonimem dobrej zabawy jest spędzenie 8 godzin na parkiecie, często przy hitach disco polo. Dla przybyszy z zagranicy już same spędzenie kilku godzin w miłym towarzystwie przy stole lub ze szklanką whiskey przy barze, jest równoznaczne z dobrą zabawą.

Podczas wesel międzynarodowych, moim zadaniem, jest nagięcie zarówno jednej, jak i drugiej strony. W tym celu, oprócz dwujęzycznego prowadzenia wesela, przede wszystkim stawiamy na integrację. Trochę ruchu, wspólnej zabawy i już idzie z górki  :) Zamiast polskiej muzyki, międzynarodowe przeboje, a zamiast szklanki whiskey – wąsy na patyku i biegiem do fotobudki :)

Na szkockich weselach ćwiczymy sobie Strip the Willow, na irlandzkich uczymy się wyspiarskich podskoków itd., itd.

Bardzo szybko okazuje się, że pierwsze lody już stopniały i wówczas jedynie co pozostaje, to przekazanie Gościom pozytywnej energii i utrzymanie dynamiki wesela.

Zatem do zobaczenia na Waszym przyjęciu!

Konkursy na weselu

Coraz częściej słyszę od Par Młodych, że ci nie chcą zabaw na swoim weselu. Zadaję więc pytanie o powód takiej decyzji. Odpowiedź jest prawie zawsze taka sama: „nie lubimy tych wszystkich weselnych konkursów, kojarzą nam się nie najlepiej, ośmieszają Gości” No tak, wracam myślami w przeszłość i wspominam co ja widziałem kiedyś jako uczestnik wesela. I przypomina mi się wodzirej nazywający moją mamę „Rudą”, a także Pan Młody celujący ogórkiem na sznurku do słoika….Ale to na szczęście zdarza się coraz rzadziej. Zespoły, dje, wodzireje idą z duchem czasu. Nie wszyscy, ale jednak :)

Tak wcale być nie musi. Ja i wiele moich kolegów z branży stawia na zabawy w dobrym tonie, mające na celu integrację wszystkich Gości. Bardzo popularne są tańce animacyjne, wspólna nauka kroków, a na deser synchroniczny taniec :)

W swoim repertuarze mam blisko 20 przemyślanych zabaw. Niektóre to klasyki znane wszystkim, ale większość to naprawdę perełki, które opracowałem sam lub zmodyfikowałem w odpowiedni sposób.

Jeżeli jednak planujecie „urban wedding” i w ogóle nie interesują Was konkursy, to jak najbardziej jestem za nie wciskaniem Wam niczego. Ten dzień ma wyglądać, tak jak go sobie wymarzyliście, a dj, zespół, fotograf czy kamerzysta mają obowiązek zrobić wszystko aby pomóc zrealizować te marzenia!

Kolejną ważną rzeczą jest rozmieszczenie konkursów w czasie. Po co kumulować kilka konkursów na oczepiny i przez 90 minut „przynudzać” Gości? Celowo użyłem tego słowa, bo nawet najfajniejsze zabawy, które trwają za długo, znużą nawet najwytrwalszych. Okolice północy to najlepszy czas na zabawę, wówczas jest bardzo dobra energia wśród Gości – nie zabijmy jej więc przerostem formy nad treścią :)

Pamiętajcie również o zachowaniu umiaru podczas wyboru konkursów. Za dużo atrakcji, przerywników spowolni dynamikę Waszego przyjęcia. A Goście będą po prostu spragnieni muzyki i tańców!

A jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii? Podzielcie się opinią!

 

Pierwszy taniec – przyjemność czy przymus?

Z doświadczenia wiem, że jest to najbardziej stresujący moment w trakcie całego wesela. Tym bardziej, jeżeli jesteśmy nieśmiali, nie lubimy blasku fleszu, a z tańcem mamy tyle wspólnego, co kot napłakał.

Warto wówczas poświęcić kilka godzin na naukę tańca w szkole tanecznej. Po pierwsze, przyda nam się to do końca życia, a po drugie będziemy czuć się pewniej podczas naszego debiutu na Sali weselnej. Bywają jednak trudne przypadki, to znaczy takie,  w których żadna nauka nie przyniesie spodziewanego efektu. Co wówczas? Proponuję zrezygnować z tych wszystkich walców i zastosowanie tak zwanej bujanki :)  Bujanka może jest mało efektowna, ale potrafi ukazać prawdziwe uczucie, a przecież emocje są mega istotne na weselu. Taki taniec możemy również zakończyć wcześniej, po prostu zatańczyć go symbolicznie,  lub zaprosić wszystkich Gości do dołączenia się w trakcie.

Innymi rozwiązaniami mającymi na celu kamuflaż naszych niedoskonałości tanecznych, jest zastosowanie ciężkiego dymu, który odwróci uwagę od naszych kroków stawianych na parkiecie. Zdarzało mi się również wyświetlać prezentację zdjęć lub teledysk, do którego tańczyła Młoda Para, aby odwrócić uwagę zebranych. Ogólnie tego pomysłu nie polecam – już lepiej całkowicie zrezygnować z pierwszego tańca. No właśnie, czy to wypada? Czy można tak?

A czemu nie? Jeżeli na własnym weselu, ma Was boleć brzuch ze zdenerwowania, to jaki sens zaprzątać sobie głowę tym pierwszym tańcem? Możecie zaprosić profesjonalną parę taneczną, która wykona pokaz i oficjalnie rozpocznie część rozrywkową wesela. Możemy także rozpocząć wesele grą taneczną lub układem tanecznym, który zaangażuje wszystkich Gości do zabawy.

Gdy jednak podejmiecie decyzję, że Wasz pierwszy taniec będzie miał miejsce, weźcie proszę pod uwagę fakt, że inaczej się tańczy w jeansach na próbach, a inaczej w sukni ślubnej. I to, co wydawało się proste, w warunkach ślubnych, może takie już nie być :)

Życzę Wam, abyście nie musieli rozważać powyższych, a sobie życzę, aby każda moja Para Młoda z wielką chęcią i bezstresowo wykonywała piruety na parkiecie, nie tylko przy pierwszym tańcu, ale podczas całego wesela. Pozdrawiam!